Sprzedajmy kraj na złom

Dziesiątki tysięcy znaków w wordzie (i nie tylko – przypisek redakcji ;-)), setki godzin pracy wolontariuszy poświęconych sprawie, totalne zaangażowanie społeczników: zarówno lokalnych jak i przyjezdnych, materiały telewizyjne… I po co to wszystko jak głupia i przemądrzała aktualna władza wie lepiej? Dla świętego spokoju pokiwa głową, a i tak zrobi swoje… czyli nie kiwnie palcem w bucie. Tak w skrócie można scharakteryzować starania pasjonatów kolei o uratowanie odcinka linii kolejowej nr 104 od Mordarki do Męciny, wyłączonego z użytku w związku z budową linii w nowym śladzie. Oczywiście można i trochę winy przypisać i pasjonatom kolei, że tak późno się wzięli za tę sprawę, gdyż nowy przebieg linii był znany już co najmniej dwa lata wcześniej. Z perspektywy widać jednak, że walka i tak skończyłaby się porażką, tylko dłużej by trwała.

Wszystko zaczęło się od pisma do konserwatora zabytków z 5 czerwca 2023r. Odpowiedź przyszła szybko, ale kompletnie nie na temat, podpisana przez Roberta Kowalskiego z delegatury w Nowym Sączu (który zresztą niedługo później już nie pracował w zabytkach). Po dopracowaniu i przedstawieniu nowych faktów 21 listopada 2023 pismo zostało ponownie wysłane, tym razem pozostając już bez odpowiedzi. Następne było wystąpienie do PKP PLK o udzielenie informacji o dalszym losie linii i w odpowiedzi z 11 kwietnia 2024 pojawiło się m.in. stwierdzenie, że przecież nikt nam linii 104 nie likwiduje, tylko buduje ją nowym śladem, tak jakby osoby odpisujące nie czytały o chodzi, czyli właśnie o zachowanie starego śladu. Na taką odpowiedź został przygotowany protest – list otwarty i 16 kwietnia wysłany do wszystkich. Prawie jednocześnie (19 kwietnia) został wysłany apel do ministerstwa. W odpowiedzi otrzymaliśmy bełkot (na podstawie stanowiska PKP PLK) przedstawiony przez ministerstwo, w którym np. uzasadniano likwidację wiaduktu w km 55,019 przerzuconego nad nieczynną polną drogą prowadzącą stromo w góry, którym rzekomo blokował ruch samochodów ciężarowych!

W międzyczasie została utworzona petycja, którą podpisało prawie 700 osób, a która pozostała bez żadnej odpowiedzi. Następnie 6 czerwca został wysłany apel do władz gminy i powiatu w Limanowej, a 2 tygodnie później nawet do firmy Budimex, który to apel także pozostał bez odpowiedzi. Trudno zresztą oczekiwać, żeby firma obracająca miliardami pochylała się nad jakąkolwiek odpowiedzią jakichkolwiek pasjonatów, skoro nie dotrzymują słowa nawet w kwestii naprawy przejazdu zniszczonego przez ich ciężkie samochody (pismo 2S4H/A18/UzP/4489/20). Odbyły się spotkania z miłymi słowami w Limanowej i nic… linia poszła do rozbiórki, jeszcze zanim do Męciny dotarła maszyna do wiercenia tunelu. Teraz trwa walka, choć już nie tak szeroko zakrojona o zachowanie drugiego wyłączonego odcinka w pobliżu Tymbarku, który zostanie skrócony tunelem. Już teraz w zasadzie można powiedzieć, że skończy się porażką, gdyż władze gminy Tymbark zachowują się toczka w toczkę, jak władze w Limanowej. A dlaczego tak się dzieje? Ano odpowiedź nie jest zbyt skomplikowana: władza zyskuje święty spokój, po likwidacji torów nikt jej zawracać tyłka nie będzie, a PKP PLK to już jak w PKP S.A. - zwyczajny syndrom chciwości złomu. Złom jest w cenie i zawsze można zmniejszyć koszty środków własnych w dowolnym przedsięwzięciu sprzedając szyny na złom. Oddać 20 km szyn S49 w ręce pasjonatów kolei? Szyn o wartości miliona złotych? No jakże to tak? To niemożliwe! A może most dla samorządu w Górze Kalwarii, Goczałkowicach, Szczecinie Podjuchach? Ale to nie możliwe, to koniecznie trzeba tak zaprojektować, żeby uzasadnić likwidację, a skoro się nie da to szybko wpisać likwidację w kontrakt, żeby już nikt nie mógł nic zrobić.

A co tak naprawdę stoi na przeszkodzie w zachowaniu dowolnej linii kolejowej dla potrzeb turystycznych? Po pierwsze brak regulacji prawnych umożliwiających przejmowanie linii w zarządzanie przez organizacje OPP i kompletna niechęć władzy ustawodawczej do jakichkolwiek zmian w tym temacie. Przekazywanie linii kolejowych samorządom (z niektórymi wyjątkami na wąskich torach) to totalna porażka, gdyż władze samorządowe sprawują ludzie w większości o wyobraźni niewiele szerszej niż stołek, na którym siedzą. I jak w tej sytuacji ludzie z pomysłami mają im przedstawić swoją wizję pomysłu na wykorzystanie torów, jak oni zwykle są na nie? Po drugie koszty urzędowe. Kolejowe organizacje OPP muszą być zwolnione ustawowo z jakichkolwiek kosztów urzędowych związanych z przejęciem linii lub jej odcinka, gdyby kiedykolwiek już było to możliwe, wszelkie papierki i przeciąganie w nieskończoność spraw zabijają jakiekolwiek chęci. Przejęcie linii kolejowej w zarządzanie powinno być równoznaczne z niemożliwością przerwania jej przebiegu przez jakąkolwiek inną inwestycję (szczególnie drogową) oraz oczywiście niemożliwością likwidacji fizycznej linii, dopóki organizacja wyraża zainteresowanie jej utrzymywaniem. Ponadto wolontariusze stowarzyszenia powinni być wyposażeni w zezwolenia na kierowanie ruchem drogowym na przejazdach. I tak naprawdę nic więcej nie potrzeba do legalnego prowadzenia po takich wyłączonych liniach ruchu lekkich pojazdów szynowych. Ale po co coś zmieniać, lepiej sprzedać kraj na złom!


Sławomir Fedorowicz slawomir.fedorowicz@gmail.com, Świat Kolei 06/2025
Walka o linię 104 udokumentowana została tu: http://tek.org.pl/104

Kolega Sławek używa tego, do czego się przyzwyczaił, jednak do dalszego użytku taki tekst jest konwertowany do Markdown-a i z takiej postaci komputer przetwarza go już wedle potrzeb: Discount-em do publikowania w Internecie albo do LaTeX-em do postaci drukowalnej (jeśli trzeba coś wysłać z podpisem elektronicznym).